Ile trwa uruchomienie?
Minutę. Wpisujecie nazwę lokalu, wybieracie go z podpowiedzi Google, podajecie długość tury i liczbę osób na godzinę — i formularz działa. Wklejenie kodu na stronę to kolejna minuta, a jeśli nie chcecie w niej grzebać, wystarczy nasz adres.
Nie mamy własnej strony. To problem?
Wręcz przeciwnie — dostajecie gotową wizytówkę z Waszym logo, zdjęciem, godzinami, mapą, opiniami i formularzem rezerwacji, w cenie abonamentu. Ten adres wpinacie w Google, na Instagramie i Facebooku. Dla wielu lokali to jedyna strona, jakiej potrzebują.
Czy potrzebujemy dostępu do naszego Google?
Nie. Dane pobieramy z tego, co Wasza wizytówka pokazuje publicznie, a Wy je potwierdzacie przy zakładaniu konta. Linki do wizytówki wklejacie sami — dajemy gotową instrukcję na cztery kliknięcia.
A rezerwacje z telefonu i te przyjęte przy barze?
Dopisujecie je na tej samej liście — imię, godzina, liczba osób, gotowe. Dzięki temu limit miejsc liczy wszystkie razem i formularz nie przyjmie gościa na godzinę, która jest już obiecana komuś przez telefon. Rezerwacje ze strony i te z telefonu widzicie w jednym miejscu, a nie w dwóch.
Co, jeśli kelner posadzi gości z ulicy przy stoliku, który ktoś właśnie rezerwuje?
Limit miejsc na godzinę ustawiacie tak, żeby zostawić sobie zapas na gości z ulicy. Rezerwacje widzicie na liście od razu, więc obsługa wie, ile stolików jest już obiecanych.
Co się dzieje, gdy coś nie zadziała?
Rezerwacja gościa nigdy nie ginie — zapisuje się u nas w tej samej sekundzie, w której gość kliknie, i widać ją w panelu nawet wtedy, gdyby mail nie doszedł. Jeśli wysyłka potwierdzenia się nie uda, dostajemy o tym alarm i widzimy to, zanim ktokolwiek zadzwoni.
Kto widzi dane naszych gości?
Tylko Wy. Imię, telefon i mail gościa zbieramy wyłącznie po to, żeby wykonać rezerwację, i trzymamy je w Unii Europejskiej — baza we Frankfurcie, poczta w Irlandii. Nie sprzedajemy ich nikomu i nie używamy do marketingu. Dostęp do rezerwacji ma wyłącznie Wasz lokal; sprawdzamy to testem, który podszywa się pod obce konta i próbuje je odczytać.
Czy bierzecie prowizję od rezerwacji?
Nie, nigdy. Płacicie stały abonament niezależnie od tego, czy przyjmiecie trzydzieści rezerwacji miesięcznie, czy trzysta. Portale rezerwacyjne liczą sobie za każdego przyprowadzonego gościa — my nie jesteśmy portalem i nie zabieramy Wam gości.